W pochmurną sobotę (17 marca 2007) miałem niesamowitą okazję, a i frajdę zarazem, pojeździć Alfami Brerą i GT wyposażonymi w najmocniejsze silniki, czyli 3,2 litrowe V-szóstki. Oto garść wrażeń.


Brera z tą jednostką to stateczne auto sportowe. Tak, to nie pomyłka. Owszem, czuć te 260 KM, ale przy tym ciężarze auta nie robią specjalnego wrażenia. Za to GT to drogowy zadzior, niby 20 KM mniej, za to odczucia zupełnie inne. Prowadząc ją ma się wrażenie, że ta uwolniona moc chce uciec spod maski, wyrwać ją z zawiasami. Do tego kierownicę należy trzymać obiema rękami, w innym wypadku jazda na wprost może sprawiać kłopot. Jedynie w Subaru Imprezie miałem takie odczucia. Pamiętam jazdę 156 GTA z tym silnikiem - toż to był łagodny baranek - GT to szatan.

Brzmienie - bajka, z tym, że o ile w przypadku Brery to raczej zasługa wydechu, to w GT silnik burczy tak, że ciarki przechodzą. Brzmienie oceniałem jedynie z wnętrza aut.

Skoro już jesteśmy we wnętrzu. W GT od biedy zmieszczą się 4 osoby (z tyłu najlepiej dzieci), w Brerze tylna ławka jest bez sensu. Zrobiłem próbę i żeby wygodnie (?) usiąść z tyłu, za kierownicą musi siedzieć karzeł. Do tego w GT z tyłu są przezabawne haczyki, na których można powiesić - no właśnie - co? Choinkę zapachową? CD antyradarowy? A może damską bieliznę?
System audio jest lepszy w Brerze. To po prostu sala koncertowa. Próbowałem słuchać i techno-łupania, i muzyki poważnej - tu Brera nie ma sobie równych. Panel sterowania - większy niż w GT, jest bardziej przejrzysty i intuicyjny w obsłudze. W GT ciężko znaleźć jakąś logikę. Poza tym te wielkie ekrany montowane współcześnie za mocno świecą w nocy - może da sie to jakoś ściemnić albo wręcz wyłączyć, ale szkoda mi było czasu na szukanie. Oczywiście panel obsługuje nawigację, telefon, CD itp. rzeczy. Zresztą przy brzmieniu V-szóstek audio jest zupełnie zbędne.
Wnętrza obu aut wykończone były skórą - GT czarną, Brery brązowo-niebieską. Szczerze mówiąc to zestawienie budzi moje mieszane uczucia, choć może z niebieskim lakierem współgra nie najgorzej. Brera miała przeszklony dach, ale prawdę mówiąc przy fatalnej pogodzie, jaka była w sobotę, nie zwraca się na niego specjalnej uwagi. Nie udało mi się jeszcze pojeździć w słoneczny dzień. Fotele wygodniejsze w GT - obsługa mechaniczna, w Brerze wszystko na pstryczki-elektryczki, dzięki czemu, kiedy zasiadłem z tyłu, fotel przedni automatycznie cofając się niemal połamał mi nogi.
Piękne zegary opisane jako benzina, acqua i olio oraz detal, który mnie rozwala - elektroniczny licznik kilometrów, który przesuwa się jak analogowy. GT ma kluczyk, Brera plastikowe pudełeczko i przycisk start/stop, którego naciśnięcie powoduje gęsią skórkę.
Wspomnę jeszcze o wyglądzie silników - ten z GT jest moim zdaniem ładniejszy.
Sympatyczne było również to, że oba auta nie miały żadnych oznaczeń na tylnych klapach, choć domyślam się, że przemknięcie wrocławskimi ulicami ze sporym hałasem nie pozostawiało wątpliwości, co burczy pod maską.


Galeria zdjęć

Artykuł z majowego numeru
POBIERZ (PDF)


powrót